Dalie to rośliny, które w naszym klimacie niestety raczej nie przetrwają zimy w gruncie.

Dlatego też corocznie jesienią wykopujemy bulwy, przechowujemy je do wiosny i ponownie wsadzamy. Przyjęło się,  że dalie wykopujemy jesienią po pierwszych przymrozkach.

Można się doszukiwać różnych skomplikowanych teorii dlaczego właśnie wtedy ale ja sądzę, że powód jest prozaiczny. Wiadomo, że rośliny tworzą i gromadzą (w tym przypadku w bulwach) składniki pokarmowe dzięki funkcjonującym liściom (nie tylko ale głównie), a dokładniej chlorofilowi i fotosyntezie. Dlatego każdy dzień wegetacji jesiennej dłużej dawałby możliwość zgromadzenia dodatkowych składników potrzebnych wiosną do lepszego i szybszego rozwoju rośliny. Dlatego warto je jesienią utrzymywać w ogrodzie tak długo jak tylko się da. Jednak w przypadku dalii pierwszy przymrozek powoduje tzw "zwarzenie" się liści, czyli obumarcie (niemal natychmiastowe) i utracenie swoich właściwości a zatem pozostawianie ich w takim stanie w ogrodzie nie przyniesie już roślinie żadnej korzyści. I choć dalie kwitną do późnej jesieni i nawet dzień przed przymrozkiem mogły być ciekawą ozdobą ogrodu to niestety po "zwarzeniu" wyglądają delikatnie mówiąc nieciekawie. A zatem biorąc pod uwagę że przestają wtedy być ozdobą a jednocześnie już nic nie mogą skorzystać na dłuższym pozostawaniu w gruncie należy je wykopać. Przyznacie chyba, że te na poniższym obrazku nie wyglądają dobrze.

dalie po przymrozku 2011 10 16 01 miniZatem wiemy już, że trzeba wykopać dalie. Jak się do tego zabrać? To wcale nie trudne. Opiszę jak ja to robię co nie znaczy, że jest to sposób najlepszy i jedyny. Po pierwsze przycinam wszystkie łodygi ale tak aby zostały "kikuty" wystarczająco długie aby łatwo było za nie chwycić. Do wykopywania używam "wideł amerykańskich" - to takie widły, których zęby są spłaszczone i nieostre (nie tak jak u zwykłych wideł). Dzięki nim mniejsze jest ryzyko uszkodzenia bulw. Wykopując podważam ostrożnie ziemię dookoła krzaka dalii. Po wykopaniu na ile mi się uda ręką na tyle wytrzepuję ziemię spomiędzy bulw dalii. Następnie dość dokładnie wypłukuję pozostałą ziemię wężem do podlewania, starając się aby całkowicie oczyścić karpę (mniej więcej tak jak widać na powyższym - początek artykułu) zdjęciu. Dlaczego to robię? Otóż dzięki temu mogę uważnie obejrzeć, czy jakieś fragmenty bulw nie podgniwają i w razie potrzeby usunąć je. Podczas tego zabiegu usuwam również dżdżownice, które bardzo często robią sobie wśród bulw dalii stołówkę. Tak oczyszczone karpy pozostawiam na dwie trzy godziny do przeschnięcia. dalia karpaNie na długo bo nie powinniśmy dopuścić aby karpy wyschły ale tylko na tyle aby woda, którą wypłukiwałem ziemię wyparowała. Na koniec jeszcze raz ale tym razem już krótko przycinam pędy, aby zajmowały mniej miejsca w pudłach. Następnie przygotowuje je do przechowania na zimę. Muszą w tym okresie pozostać w chłodnym ale nie mroźnym miejscu (np strych, piwnica lub nieogrzewany garaż)  i powinny zachować cały czas lekką wilgotność. Jak to zrobić? Ja jako "zbiornika" używam albo pudełek kartonowych (gdy dalie obrodzą jak na wcześniejszym zdjęciu to pudełka musza być duże) lub kastry (plastikowy pojemnik stosowany do prac murarskich) o odpowiedniej pojemności. Zaletą kartonów jest ich lepsza przewiewność zaś wadą fakt, że od wilgotnego podłoża niestety ulegają powolnemu niszczeniu (jednak zimę powinny przetrwać a poza tym w razie potrzeby można je w połowie zimy wymienić na nowe). Z kastrą nie ma tego problemu ale za to, gdy będziemy nieostrożnie (nadmiernie) zraszać woda może się gromadzić w niższej części podłoża i doprowadzić do podgniwania bulw.

Zaś co do podłoża, w którym moje karpy są przechowywane to tu jest problem. W zasadzie mówi się o trzech materiałach: trociny, torf lub piasek. W moim przypadku trociny się kompletnie nie sprawdziły. Niestety bardzo łatwo przesychają i trudno było zachować odpowiednią dla dalii wilgotność ponieważ tak duże pudła raczej na zimę zostawia się w miejscu, w którym za bardzo nie przeszkadzają czyli rzadziej odwiedzanym a wtedy można zapomnieć o regularnym zraszaniu. W bieżącym sezonie myśleliśmy, że straciliśmy już prawie wszystkie dalie - tak bardzo nam wyschły przechowywane w trocinach. Na szczęście udało nam się je uratować (tutaj kilka słów jak to zrobić). Dlatego chyba już nigdy nie wykorzystam trocin do przechowywania karp dalii. Jeśli chodzi o torf i piasek to chyba są na równi dogodnym materiałem i wybór zależy tylko od tego, co komu łatwiej zdobyć. Aby oszczędzić przestrzeń starannie układam karpy w pudełku lub kastrze przysypując podłożem w miarę dokładnie po dołożeniu każdej kolejnej.

Pozostaje tylko zraszać, doglądać (można zimą raz lub dwa razy wyjąć i przejrzeć) aby sprawdzić, czy któraś nie zaczyna gnić i ewentualnie usunąć zgniliznę i wyczekiwać wiosny.

O dzieleniu i wsadzaniu napiszę gdy przyjdzie odowiedni ku temu termin.