Czy jest to w ogóle potrzebne i czy można to zrobić samemu?

Dwa pytania, które zadawaliśmy sobie z żoną od jakiegoś czasu. Odpowiedź nie była prosta.

nawadnianie intro2

Jeśli ogród jest już w pewnym stopniu "dojrzały" intalacja nawodnienia automatycznego wiąże się niestety z małymi "uszkodzeniami". Jednak jak sami się przekonaliśmy nie są to duże a tym bardziej trwałe dewastacje. Jeżeli główne rury rozprawadzające położymy pod trawnikiem to przy odpowiednim wycinaniu darni a potem ponownym jej ułożeniu wszystko wróci do normy zanim się spostrzeżemy. Uważam, że w tym przypadku wcale nie musimy się przejmować. Gdybyśmy musieli rury rozprowadzające układać na rabatach to problemem mogą być korzenie większych krzewów bądż drzew. Jednak prawdopodobnie da się tak zaplanować rozłożenie rur aby ominąć najtrudniejsze miejca. Gdy to zrobimy to na rabatach właściwie wcale nie zostanie śladu po pracach. Podsumowując myślę, że obawy iż zniszczymy sobie ogród są zatem zupełnie niepotrzebne. Jedynym poważnym utrudnieniem mogłyby być liczne powierzchnie brukowane - no ale jeśli ktoś ma dużo" kostki na terenie działki to po co mu nawadnianie.

Można by przyjąć, że rozłożenie systemu nawadniającego na samym początku powstawania ogródu jest korzystniejsze ale ... szczerze to nie wierzę, że pierwszy plan i nasadzenia w ogrodzie niedoświadczonych ogrodników, takich jak my, będzie na tyle udany, że nie będziemy chcieli lub potrzebowali czegoś zmieniać po dwóch-trzech sezonach. Przeprojektowywanie i przekładanie rur może się okazać trudniejsze niż ich "układanie od zera". Dlatego też moim zdaniem instalacja nawodnienia dopiero po kilku sezonach od założenia ogrodu jest wcale nie najgorszym rozwiązaniem. Wtedy prawdopodobnie mamy już uporządkowaną wizję rozmieszczenia rabat, powierzchni trawnika czy umiejscowanie roślin wymagających intensywniejszego podlewania a to wszystko ułatwi nam zaprojektowanie systemu nawadniającego.

Pozostało jeszcze główne pytanie czy na pewno jest nam to potrzebne - przecież są to zawsze jakieś wydatki, nawet jeśli prace wykonamy samemu to jednak elementy systemu kosztują. Czy warto? W pierwszych latach uważałem, że nie jest to potrzebne. Po pierwsze nie było jeszcze tak dużo do podlewania - jak to w nowym ogrodzie więcej "pustyni" niż rabat gęsto obrośniętych. Po drugie podlewanie "ręczne" pozwalało nam wyciszyć się a na dodatek była okazja uważniej przyglądać się roślinom na rabatkach - był na to czas. Z biegiem czasu i rozwoju ogrodu prace w nim wymagały coraz większego zaangażowania - coraz więcej roślin, coraz więcej chcieliśmy przy nich robić a dni niestety się nie wydłużały. Dlatego też po kilku latach doszliśmy do wniosku, że jednak zainstalujemy system automatycznego nawadniania a czas który zyskamy, dzięki temu, że nie musimy ręcznie podlewać (pisząc ręcznie wcale nie chodzi mi o konewkę - mam na myśli oczywiście podlewanie wężem ale jednak trzymanym w ręku :-) będziemy mogli przeznaczyć na pielęgnację roślin lub inne prace ogrodowe.

Wiele roślin, a właściwie większość, nie lubi podlewania z góry (na liście) szczególnie w gorących okresach. Linie kroplujące rozłożone na rabatach świetnie ten problem rozwiązują.

Pojawia się również wątpliwość czy oby rurki od nawodnienia nie będą szpeciły rabat. Szczerze powiedziawszy praktyka pokazała, że w sezonie są właściwie niewidoczne, rozwijające się rośliny skutecznie je zasłaniają.

No i na koniec: czy trzeba zatrudnić firmę która nam to zrobi czy da się samemu? Da się .. jeśli mamy ogród o który sami dbamy to znaczy, że potrafimy w nim różne prace wykonywać - a jeśli różne to i z tym sobie poradzimy. Przydać się może tylko pomoc kogoś przy zaprojektowaniu długości i ilości sekcji (wyliczeniu wydatków wody itp). Choć i z tym można sobie ostatecznie poradzić (Internet to potęga :-)) - lepiej lub gorzej -  a satysfakcja gwarantowana po zakończonych pracach.

Podsumowując jednym zdaniem - jeśli możemy to montujmy system automatycznego nawodnienia. I nie chodzi tu tylko o automatyzację nawadniania ale o inne pozytywne jego aspekty (my system nawadniania mamy od kilku lat ale do tej pory nazwał bym go półautomatycznym - nadal bez sterownika i ręcznie włączamy poszczególne sekcje w miarę potrzeby. warzywniak też objęliśmy tym nawodnieniem.

Podobne tematy: